FAIL (the browser should render some flash content, not this).
URZECZONA POLSKĄ KULTURĄ

Do Malbotka przyjechałam transportem repatriacyjnym zza Buga 27. maja 1945 roku. Moja matka, ujrzawszy niemiecki napis, krzyknęła przerażona: “To Prusy Wschodnie!”. Stwierdzenie to było jeszcze jednym bolesnym ciosem, który spotkał moją rodzinę od września 1939 roku. Najpierw straszne lata wojny – pożoga, naloty, represje ze strony okupantów, potem wydarcie z łona ojczystej ziemi, z własnych domów, z cudownego, kontynentalnego klimatu, ze wspaniałej polsko-wołyńskiej przyrody. Jechaliśmy na ziemię wschodnio-pruską odarci ze wszystkiego, co daje poczucie stabilizacji. Wieźliśmy jednak ze sobą, w głębi swych umysłów i serc bogastwo polskiej kultury. Nieskromnie wspomnę, że my ludzie z kresów wychowywani byliśmy w atmosferze patriotzmu. Muzyka, śpiew i książka towarzyszyły na od samej kołyski i tego bogactwa nikt nam nie mógł wydrzeć. “Marienburg” przywitał nas riunami, zgliszczami i smutnymi oczodołami pustych okien. Z niemałym trudem przez dwa tygodnie podróży. Współziomkowie zalecali, aby zamieszkać jak najbliżej torów, bo kto wie, czy nie powrócimy lada chwila w swoje strony. Przeprowadzka mojej rodziny była wyjątkowo trudna, ba matka nie zrezygnowała z przywiezienia z dawnego miejsca zamieszkania dużej ilości książek, nut i fortepianu. Ponad wszystko kochała literaturę, śpiew i muzykę. Chociaż przykra była chwila przywitania z wymarłym miasteczkiem , to cisza i spokój dawały po strasznych przeżyciach poczucie bezpieczeństwa. Wtedy całą siłą dziecięcego serca pokochałem to miasto i potraktowała je jako własne, rodzinne. Nie mieliśmy świetlic ani domów kultury, ale śpiew czysty choć nie uczony, rozbrzmiewała na podwórkach a place stały się podium dla amatorskich orkiestr. Muzykowanie szczerze, spontanicznie wypływało z potrzeby serca i przekonania, że właśnie tutaj będę teraz rozbrzemiwać polskie pieśnie patriotyczne, ludowe i nabożne. Od najwcześniejszych dni pobytu repatriantów z Malborku otworzyły się drzwi kościoła. Pierwszym proboszczem był ksiądz Feliks Sawicki – prawdziwie oddany swojej pracy duszpasterz, popierający kulturę, gdyż znał jej wartość dla kształtowania ludzkich charakterów. Pomagał mu dzielnie organista Edward Tański, który nie tylko grał czysto, rytmicznie i w zymaganiami haromii, ale cudownie śpiewał, z natury ustawionym głosem, dźwięcznym barytonem. Założył chór kościelny, który prowadził ze znawstwem i samkiem doskonałego muzyka. Nagle, jak nabrzmiały pak, rozwinęły się różne gałęzie kultury. Najpierw amatroskie zespoły teatralne, muzyczne i śpiewacze. W jednym szeregu stanęli obok siebie nauczyciele, ksiądz, szewc, prawnik, lekarz, kolejarz i to była prawdziwa demakracja, gdzie ludzie róznych zawodów, różnego poziomu wykształcenia połączyła chęć kultywowania pięknej polskiej kultury. Lasek na wielbarku zieleniał soczystym kolorem słuchając amatorskiej orkiestry z placu Szembeka. Miejski park czysty i zadbany gościł często u siebie harcerzy. Można było rozpalić ognisko w specjalnie przeznaczonym do tego miejscu. Na inaugurację zajęć w ówczesnym gimnazjum malborskim we wrześniu 1945 roku ja 9-latka śpiwałam przy akompaniamencie siostry pieśni Stanisława Moniuszki. Pierwszym dyrektorem gimnazjum był był Leopold Cieplak – człowiek wrażliwy na piękno i kulturę. Popierał kulturalne porywy swej intelektualnej “zabużańskiej” młodzieży. Wielu uczniów miało przygotowanie muzyczne, więc sami inicjowali imprezy przeplatane śpiewem chóralnym, recytacją, teńcem i muzyką. Częstokroć śpiewał z nimi dyrektor i przeżywał to wszystko, co interesowało młodych, za co był kochany i szanowany. W mojej szkole podstawowej na Piaskach lekcje śpiewu prowiadził Paweł Konieczka, który nie tylko realizował program w oparciu o polskie pieśni najcenniejszych kompozytorów, ale dobrze grał na skrzypacach, pianinie i akordeonie. Był surowy i wymagający, a na jego lekcjach należało brać świadomy udział w toku zajęć muzycznych. Wspominam go z szacunkiem i wdzięcznością. Lata 1946-48 były rozkwitem orkiestr amatorskich , które otrzymały profesjonalnych drygentów. Lucyna Kucharska podjęła pracę nad amatorskim chórem “Lutnia”, którego założycielem był tragicznie zmarły Alojzy Pozorski. Kolejarze zorganizowali orkiestrę i zespół baletowy. Później nadeszły tragiczne lata 50., w których narodziło się mnóstwo świetlic i domów kultury. Miały one nie tylko za zadanie prowadzenie zespołów, ile odciągnięcie ludzi od rodziny, religii, tradycji, a co za tym idzie od polskości. Zamilkły orkiestry, zgasły ogniska domowego śpiewania, zgasł pęd amatosrkiego aktorstwa. Ludzie nie chcieli śpiewać tekstów pseudopatriotycznych, mówiących o wielkości i dobroduszności wschodznich 'przyjaciół'. W szkoła zlikwidowano języki zachodnie i łacinę. W umysły dzieci i młodzieży ładowało się wulgarność i tandetę. Na szczęście dla malborskiej kultury istniały mocne, choc przykryte popiołem ognie, które w odpowiedniej chwili mogły zapłonąć mocnym blaskiem. Przykładem tego jest chór “Lutnia”, w którego repertuar przemycano między mieśniami masowymi perły polskiej twórczości chóralnej. W roku 1961 jako świeżo upieczona absolwentka Akademii Muzycznej przejąlem batutę od pani Lucyny Kucharskiej . Przez osiem lat opracowałam około 50 nowych pieśni, przygotowując dawne, przygotowane doskonale przez poprzednią drygentkę i ukochane przez chórzystów. Potem prowadziłam przewodnicki chór mieszany “Alyem” i chór parafialny przy kościele MBNP, których członkowie wraz z innymi chórami witali 12 czerwca 1987 roku papieża Jana Pawła II w Gdańsku Zaspie. Ważnymi ośrodkami kultury było Ognisko Plastyczne prowadzone przez Piotra Szymańskiego oraz Ognisko Muzyczne i Baletowe kierowane przez Annę Wróblewską. W roku 1959 podjęłam pracę w ostatnim z tych ognisk i wiem, że nauka odbywała się w bardzo trudnych warunkach. Lekcje prowadzono nawet w prywatnych domach nauczycieli. Dzięki konsekwentnej postawie Anny Wróblewskiej ognisko otrzymało lokal przy ul. Poczty Gdańskiej 3. W nowym lokalu uczęszczało na zajęcia muzyczne i baletowe około 300 osób. Nowy lokal dla Ogniska Plastycznego wywalczył również przy ul. Jagiellońskiej 78 Piotr Szymski. Ostoją kultury był także kościół z pełnym poświęcenia i prześladowanym proboszczem chór pięknie śpiewającym polifonię. Trzeba tu jeszcze wspomnieć o Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia, która powstała w 1972 roku na bazie Ogniska. Jej pierwszym dyrektorem był Bogusław Stolarski. Rzutki, szalenie energiczny, doskonały orgznizator potrafił w ciągu 5 lat rozbudować szkołę, która stała się kuźnią prawdziwej, dobrze pojętej kultury. Młodzież grała i śpiewała w kraju i za granicą uczestnicząc średnio w 30 imprezach rocznie. Warto dodać, że 50% absolwentów podejmowało naukę w średnich i wyższych szkołach muzycznych. Teraz z perspektywy lat mogę stwierdzić z całą stanowczością, że tylko dobrze wykształcony i całym sercem oddany swojej działalności pedagog może uzdrowić polską naukę i kulturę, która jest świadectwem naszej tożsamości narodowej. Rolę kultury najlepiej określił Jerzy Waldorf, który stwierdził: “To, że jesteśmy polakami, zawdzięczamy naszej kulturze.” W 1945 roku, Malbork miał 10 tysięcy mieszkańców – z tego prawie 500 osób brało udział w krzewieniu ojczystej kultury. Obecnie mieszka w naszym mieście ponad 40 tysięcy, a ileż uprawia i tworzy kulturę? Helena Grochowska-Poremba

Projekt i realizacja M3M & 7MM Copyright 2006 (c) Grot HotelPOLEC ZNAJOMEMU!